Ta strona wykorzystuje pliki "cookies" (ciasteczek) do tworzenia statystyk odwiedzin. Strona nie zbiera informacji identyfikujących użytkowników.
Pierwszy pobyt w szpitalu.... 12.01.2013

Jakoś w okresie świątecznym Gabrysi nasiliła się wysypka. Nie zdziwiło nas to bardzo - zwykle na działce się jej nieco pogarsza. Tym razem było wyjątkowo źle, ale ze względu na Tomka grypę nie bardzo mogliśmy wrócić wcześniej do Warszawy. Uznaliśmy, że Gabcia przeżyje - w końcu to "tylko" znajoma wysypka... Na dodatkowe krostki prawie nie zwróciliśmy uwagi. Nie było ich zresztą jakoś wiele.

Po powrocie, 4 stycznia Tomek poszedł z Gabą do lekarki (panie w przedszkolu sugerowały ospę). Lekarka obejrzała krostki (ale Tomek nie pokazał nóg Gabrysi, gdzie była zaogniona wysypka) i stwierdziła, że są już przyschnięte i wobec tego Gabrysia już nie zaraża. Tak więc ospę wietrzną oceniliśmy jako niegroźną. Nie powiązaliśmy jej z pogorszeniem wysypki, a właśnie to ospa (a nie pobyt na działce) spowodowała takie zaognienie. Dlatego dzieci z atopowym zapaleniem skóry należy szczepić przeciwko ospie... (czego nam alergolog nie powiedział...)

Przez weekend wydawało się, że wysypka powoli się normuje po powrocie do domu. Ale od poniedziałku 7 stycznia znów było gorzej. Dochodziłam do siebie po chorobie (jak tylko Tomek wyzdrowiał to mnie dopadło) i nie oglądałam jej jakoś bardzo. Ale we wtorek odebrałam z przedszkola i Gabrysia ledwo szła. Prawie z płaczem mówiła, że ją nogi bolą i swędzą. Po dokładnym obejrzeniu nóg wyszło, że pod kolanami (gdzie zwykle ma wysypkę) jest całkiem nieźle, ale po wewnętrznych stronach ud to jakaś masakra. Co robić? Do alergologa czy dermatologa termin za co najmniej miesiąc zwykle, więc nawet nie próbowałam dzwonić. Prywatnie iść? Do lekarza, który wcześniej Gabci nie widział? Nie namyśliłam się, a następnego dnia Gabrysia dostała gorączki.

Poszłam z nią do lekarki, ale dopiero o 15:30 (tak przyjmowała jej lekarka, a wolałam, żeby to ona obejrzała - w końcu widziała wcześniejsze wystąpienia wysypki). Jak zobaczyła nogi to się przeraziła nieco. Powiedziała, że to stan zapalny. Rozważała podanie antybiotyku w domu, ale ostatecznie uznała, że lepiej zawieść ją do szpitala. Pojechaliśmy na Kopernika, bo tam jest dyżur całodobowy, a poza tym blisko do rodziców Tomka. Na miejscu oceniono, że należałoby z nią jechać na oddział dermatologii dziecięcej do Międzylesia, ale tam nie ma całodobowego dyżuru, a już było późno (kolejka była duża, lekarka obejrzała Gabę koło 19tej). Uznano, że nie ma co czekać do następnego dnia z podaniem antybiotyku i przyjęli ją na oddział pediatryczny.

I tak dwa dni spędziłyśmy w szpitalu na Kopernika. Ze względu na dopiero co przebytą ospę nawet miałyśmy oddzielny pokój - wolano izolować Gabrysię od innych dzieci (także by ona dodatkowo nie podłapała jakiejś infekcji). Tam pobrali jej krew i mocz do badań, zrobili usg brzucha i pachwin (ma powiększone węzły chłonne w pachwinach i nieco poniżej nich). Nie bardzo jednak wiedzieli czym tę wysypkę smarować i przez to niespecjalnie widać było poprawę. Tyle, że podali jej antybiotyk na stan zapalny i leki na gorączkę, gdy było trzeba. Sam pobyt Gabrysia wspomina miło - ładnie wyremontowany, kolorowy oddział, całkiem przyjazny personel, blisko do babci Ani (prawie było widać jej dom z okna naszego pokoju, tylko jakiś inny, wyższy go zasłaniał). W sumie to chyba dobrze, że pierwsze noce w warunkach szpitalnych spędziła tam.

W piątek przewieźli nas do Międzylesia. Pierwsze wrażenie - jest gorzej niż na Kopernika. Naczekałyśmy się zanim się Gabrysią zajęli (samo przyjęcie do szpitala poszło sprawnie, ale na oddziale jakiś zastój). W końcu doszło do oględzin i Gabrysia była nimi nieco przerażona. Tyle lekarek ogląda ją w samych majtkach, a potem pielęgniarka niezbyt delikatnie wysmarowała całe jej ciało jakąś białą maścią. W tym czasie mnie przepytywano i choć byłam niedaleko to nawet nie miałam jak jej za rękę trzymać. Biedna była.

Niemniej jednak maść przyniosła dużą ulgę. Wreszcie nogi przestały swędzić i sama wysypka sprawia wrażenie mniej zaognionej. Gabrysia osłabiona i przetrącona, ale to w końcu pierwszy dzień... Z czasem podoba jej się coraz bardziej. Dziś czuje się znacznie lepiej, jest wesoła i już nie leży cały czas w łóżku.

Pokój mamy większy, ale też jesteśmy sami (przynajmniej obecnie). Obok jest świetlica z książkami, które jej czytamy. Jak pozwolą nam więcej wychodzić z pokoju (póki co też nieco izolacji) to będzie mogła w świetlicy oglądać bajki. Póki co Tata puszcza jej na swoim laptopie.

Zmieniamy się z Tomkiem przy Gabrysi. Odwiedzają ją obie babcie (jutro będzie też dziadek Jurek), dziś byli Marysia i Janek.

Bardzo dziękujemy za wsparcie!

W poniedziałek może będzie wiadomo jak długo potrwa jeszcze Gabci pobyt w szpitalu. W każdym razie - jest poprawa!

Ania

Nawigacja:

../ powrót do menu głównego
Poprawny CSS! Valid XHTML 1.1 Strict powered by PHP
© Tomek Żółtak 2008-2010
mój mail