|
Mont Blanc du Tacul
10.07.2025
Korzystając z faktu, że dzień wcześniej Koreańczycy przetarli szlak (nieco nietypowo w stosunku do przebiegów z lat ubiegłych - w całości lewą stroną ściany), ruszyliśmy na Tacul. W schronie został Filip, bo ze swoimi zdartymi piętami nie nadawał się do chodzenia, a Radek trochę się przestraszył zagrożenia lawinowego i poszedł sobie bodaj na Point Lachnal (ale nadrobił Tacul następnego dnia). Łącznie 5,5 km i z 770 m w pionie (na 4248 m n.p.m.), a złoiło mnie strasznie (czyżby stres?). Start tuż przed 5:00 (niespiesznie, przed nami ruszyło cztery czy pięć zespołów; zdarzyli się jednak i tacy, co mijali nas podchodząc, kiedy schodziliśmy). Na szczycie, zgodnie z przewidywaniami (ale cokolwiek poniżej ambicji Mateusza) o 8:00 ( ~3,4 GOT/h). Z powrotem na plateau pod schroniskiem Cosmique koło 10:30. Ogółem ~3,1 AV/h. W zasadzie to spacer na kondychę, poza tym że samiutka końcówka wymagała założenia raków i odrobiny bardzo prostej (ale wymagającej uwagi) lodowo-skalnej wspinaczki. Mateuszowi trochę się nudziło (i w zejściu zrobił się dokuczliwy), ja zmęczyłem się paskudnie. Dużo nowych wrażeń, łącznie z fragmentem wspinaczki na dwa czekany w śniegu, w ścianie o nachyleniu >60 stopni. O ile wejście bardzo zmęczyło mnie fizycznie, o tyle zejście psychicznie - tak z godzina właściwie nieustannego schodzenia frontem niemal w przepaść to nic, do czego byłbym przyzwyczajony. |
Nawigacja:
../ powrót do menu głównegoNawigacja:
../ powrót do menu głównego
|
© Tomek Żółtak 2008-2010
|